Zawsze czułem się trochę inaczej.
Nie miałem od razu takich poglądów jak dziś — to była długa droga, złożona z prób dopasowania się do świata, do rodziny, do oczekiwań, które wydawały mi się oczywiste.
Przez wiele lat myślałem, że tak trzeba: dopasować się, dostosować, wpasować w to, co już istnieje.
Aż w pewnym momencie coś we mnie pękło.
Po dziesięciu latach związku, kiedy zostałem mężem i ojcem, zrozumiałem, że chcę uczyć moje dziecko czegoś innego niż tego, czego uczono mnie.
Żona była otwarta na rozmowę, słuchała mnie, a jej wsparcie sprawiło, że pozwoliłem sobie na tę zmianę.
To był moment, w którym przestałem udawać, że muszę się dopasować — i zacząłem patrzeć inaczej.
Jestem informatykiem.
I właśnie tu widzę najwięcej przykładów na to, jak nawet bardzo kreatywni ludzie potrafią uwierzyć, że „się nie da”, choć sami codziennie tworzą rzeczy, których wcześniej nie było.
Może dlatego zawsze ciągnęło mnie do zadawania pytań, których nikt nie chciał zadawać na głos.
Jestem nietypowy — i dziś już nie próbuję z tym walczyć.
Mój mózg działa inaczej.
Mam dysleksję, dysgrafię, dysortografię i kilka innych połączeń, które kiedyś nazwano „trudnościami”.
Długo myślałem, że to wada.
Teraz wiem, że to po prostu inna mapa, którą muszę umieć czytać.
Komunikacja nigdy nie była dla mnie oczywista.
Musiałem się jej uczyć — dosłownie.
Czasem ktoś mnie nie rozumiał, czasem ja kogoś.
Dziś zamiast się tego wstydzić, mówię:
„Możemy o tym porozmawiać. Możemy wyjaśnić, co kto miał na myśli.”
Często okazuje się, że wystarczy przesunąć spojrzenie o kilka centymetrów, żeby wszystko stało się jasne.
Mam wiele pasji i równie wiele ograniczeń.
Jedne i drugie nauczyły mnie, że świat nie jest zły ani dobry — jest tylko złożony.
A to, czy go widzimy, zależy od tego, jak patrzymy.
Dlatego idę przez życie jak wędrowiec.
Powoli, uważnie, z ciekawością.
I staram się patrzeć inaczej.